Rozdział 7

Lord Fujpluj skarżypyta

Tamtego wieczoru obaj lordowie jak zwykle jedli razem z królem Alfredem. Po obfitej kolacji, na którą podano sarninę z Baleronburga, najlepsze wino z Karafy, wybór serów z Serwaty oraz kilka lekkich jak piórka puszków wróżek z cukierni pani Podpromyk, lord Fujpluj uznał, że nadeszła odpowiednia chwila. Odkaszlnął zatem i oznajmił: 

– Żywię nadzieję, najjaśniejszy panie, że odrażająca bijatyka, którą dzisiejszego popołudnia wywołały dzieci na dziedzińcu, nie zakłóciła spokoju waszej wysokości. 

– Bijatyka? – powtórzył król Fred, który niczego wtedy nie słyszał, gdyż zagadał się z krawcem na temat kroju nowej peleryny. – Jaka bijatyka? 

– Ojej… Sądziłem, że najjaśniejszy pan wie… – Lord Fujpluj udał zaskoczenie. – Może niech major Podpromyk o tym opowie. 

Król Fred wcale się nie zaniepokoił, lecz rozbawił. 

– Och, przecież dziecięce utarczki to nic niezwykłego, Fujpluju – powiedział. 

Fujpluj i Oklap popatrzyli na siebie wymownie za plecami króla, po czym Fujpluj spróbował raz jeszcze. 

– Wasza królewska mość jest jak zwykle ucieleśnieniem wyrozumiałości – oświadczył. 

– Naturalnie, niektórzy królowie na wieść o tym, że dziecko okazuje brak szacunku dla korony… – Oklap zawiesił głos i strzepnął okruszki z kamizelki. 

– Co takiego?! – zawołał Alfred, a uśmiech zniknął z jego ust. – Dziecko okazało mi… brak szacunku? 

Nie mógł w to uwierzyć. Przywykł do tego, że dzieci krzyczą z entuzjazmem, gdy kłania się na balkonie.

– I owszem, najjaśniejszy panie – odparł Fujpluj, przyglądając się uważnie swoim paznokciom. – Jak jednak wspomniałem… to major Podpromyk rozdzielił dzieci i to on zna szczegóły. 

Świece w srebrnych lichtarzach zamigotały. 

– Dzieci wygadują dla zabawy różne rzeczy – wymamrotał król Fred. – To dziecko z pewnością nie miało nic złego na myśli. 

– Mnie to zalatuje zdradą – mruknął Oklap. 

– Niemniej szczegóły zna tylko major Podpromyk – wtrącił Fujpluj pośpiesznie. – Oklap i ja mogliśmy się przesłyszeć. 

Fred powoli sączył wino. W tym momencie zjawił się lokaj, żeby pozbierać talerze. 

– Wrzodak – zwrócił się do niego król, gdyż właśnie takie nazwisko nosił ów sługa. – Sprowadź tu majora Podpromyka. 

W przeciwieństwie do króla i jego dwóch lordów, major Podpromyk nie jadał siedmiodaniowych kolacji. Skończył posiłek już kilka godzin wcześniej i szykował się do snu, kiedy otrzymał wezwanie od króla. W pośpiechu zrzucił piżamę i przebrał się w mundur, a następnie pobiegł do pałacu. W tym czasie król Alfred, lord Fujpluj i lord Oklap przenieśli się do Żółtego Salonu i zasiedli w obitych atłasem fotelach, racząc się kolejnymi kieliszkami karafiańskiego wina. Oklap nie odmówił sobie drugiego talerza puszków wróżek. 

– A, Podpromyk – powiedział król, kiedy major ukłonił się nisko. – Słyszałem, że dzisiejszego popołudnia na dziedzińcu wybuchło małe zamieszanie. 

Major Podpromyk poczuł ucisk w żołądku. Dotąd miał nadzieję, że wiadomość o bójce Prota i Lilki nie dotrze do królewskich uszu. 

– Och, to doprawdy drobiazg, najjaśniejszy panie – odparł. 

– Dajże spokój, Podpromyk – odezwał się Oklap. – Powinieneś być dumny z syna. Sam go nauczyłeś nie tolerować zdrajców. 

– Ja… Właściwie nie ma mowy o żadnej zdradzie – oświadczył major Podpromyk. – To tylko dzieci, wasza lordowska mość. 

– Dobrze rozumiem, Podpromyk, że twój syn mnie bronił? – spytał król. 

Major Podpromyk znalazł się w niezwykle kłopotliwej sytuacji. Nie chciał powtarzać królowi słów Lilki, bo choć był lojalnym poddanym jego królewskiej mości, dobrze rozumiał, dlaczego pozbawiona matki dziewczynka myślała tak a nie inaczej o władcy. W żadnym razie nie chciał wpakować Lilki w tarapaty, niemniej doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jej wypowiedź mogło zacytować dwudziestu świadków. Gdyby skłamał, lordowie Fujpluj i Oklap przekonaliby króla, że on, major Podpromyk, również jest nielojalnym zdrajcą. 

– No więc… tak, to prawda, że mój syn Prot bronił najjaśniejszego pana – przyznał major Podpromyk. – Należy jednak koniecznie wziąć pod uwagę, że ta mała dziewczynka, która wyraziła się tak… niefortunnie o waszej wysokości, ma za sobą ciężkie przejścia. Nawet dorosłym zdarza się wygadywać niestworzone historie, gdy są nieszczęśliwi. 

– Jakie ciężkie przejścia ma za sobą owa dziewczynka? – zainteresował się król Fred. 

Nie umiał sobie wyobrazić żadnego sensownego powodu, dla którego poddany mógłby się niemiło wypowiadać na jego temat. 

– Mówimy o Lilce Lelek, najjaśniejszy panie. – Major Podpromyk skierował wzrok ponad głowę króla Freda, na portret jego ojca, króla Ryszarda Rycerskiego. – Jej matka była szwaczką, która… 

– Tak, tak, pamiętam – przerwał mu głośno król. – Dobrze, wystarczy, Podpromyk. Możesz odejść. 

Major Podpromyk ponownie ukłonił się nisko i z wyraźną ulgą ruszył do drzwi. Już miał wyjść, kiedy dobiegł go głos króla. 

– Co dokładnie powiedziała ta dziewczynka, Podpromyk? 

Major Podpromyk zamarł z dłonią na klamce. Nie pozostało mu nic innego, jak wyjawić prawdę. 

– Powiedziała, że wasza wysokość jest samolubny, próżny i okrutny – odparł. 

Wyszedł, nie mając odwagi spojrzeć królowi w oczy.

Tłumaczenie Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz