Rozdział 33

Król Alfred się martwi

Nieświadomi, że ich plany mogą lec w gruzach, Fujpluj i Oklap zasiedli późnym wieczorem do kolejnej wystawnej kolacji z królem. Fred bardzo się zaniepokoił na wieść o napaści ikaboga na Baleronburg, gdyż potwór jeszcze nigdy nie zawędrował tak blisko pałacu. 

– Paskudna sprawa – odezwał się Oklap, zgarniając na talerz całą kaszankę. 

– Doprawdy, co za szok – zgodził się Fujpluj i odkroił kawałek bażanta. 

– Nie rozumiem, jak prześliznął się przez blokadę – denerwował się Fred. 

Naturalnie królowi powiedziano, że oddział Brygady Obrony przed Ikabogiem stacjonuje wokół granic bagna, aby potwór nie mógł się z niego wydostać. Fujpluj spodziewał się, że Fred poruszy ten temat, więc zawczasu przygotował wyjaśnienie. 

– Z przykrością muszę poinformować waszą królewską mość, że dwóch żołnierzy zasnęło na służbie – oznajmił. – Ikabog ich zaskoczył i pożarł w całości. 

– Zgroza i zaraza! – wykrzyknął zbulwersowany Fred. 

– Przedarł się przez linie obrony i ruszył na południe – kontynuował Fujpluj. – Uważamy, że ciągnęło go do Baleronburga ze względu na zapach mięsa. Tam pożarł kilka kur oraz rzeźnika i jego żonę. 

– Straszne. Straszne! – Król się wzdrygnął i odsunął od siebie talerz. – Ale potem powlókł się z powrotem na trzęsawisko, prawda? 

– Tak twierdzą nasi tropiciele – odparł Fujpluj. – Teraz jednak, gdy ikabog zakosztował rzeźnika pełnego baleronburskiej kiełbasy, musimy liczyć się z tym, że będzie regularnie przedzierał się przez linie obrony. Dlatego uważam, że należy podwoić liczbę stacjonujących tam ludzi, najjaśniejszy panie. Niestety, oznacza to również podwojenie ikabogowego. 

Na szczęście dla obu lordów Fred wpatrywał się w Fujpluja, więc nie zauważył drwiącego uśmieszku na twarzy Oklapa. 

– Tak… To chyba ma sens – przytaknął król. 

Wstał i zaczął niespokojnie krążyć po jadalni. Jego dzisiejszy strój z błękitnego niczym niebo jedwabiu, z akwamarynowymi guzikami, pięknie błyszczał. Alfred przystanął, by przez chwilę napawać się swoim odbiciem w zwierciadle, lecz nagle ściągnął brwi. 

– Fujpluju – odezwał się. – Ludzie nadal mnie lubią, prawda? 

– Jak wasza wysokość może o to pytać? – Fujpluj aż wstrzymał oddech. – Najjaśniejszy pan jest najbardziej kochanym królem w historii Coniemiary! 

– Chodzi o to, że… Kiedy wracałem wczoraj z polowania, wydawało mi się, że nie są tak uszczęśliwieni moim widokiem jak to zazwyczaj bywało – wyjaśnił król. – Mało kto wiwatował i dostrzegłem tylko jedną flagę. 

– Poproszę nazwiska i adresy – wymamrotał Oklap z ustami pełnymi kaszanki i poszperał w kieszeni w poszukiwaniu ołówka. 

– Nie znam ich nazwisk ani adresów, Oklapie – mruknął Fred, skubiąc frędzel u zasłony. – To byli zwykli ludzie, przechodnie. Ale zrobiło mi się przykro. A potem, kiedy wróciłem do pałacu, dowiedziałem się, że odwołano Dzień Petycji. 

– W istocie – przytaknął Fujpluj. – Zamierzałem wyjaśnić to waszej wysokości… 

– Nie ma potrzeby – przerwał mu Fred. – Już o tym rozmawiałem z lady Eslandą. 

– Co? – Fujpluj spiorunował Oklapa wzrokiem. 

Wcześniej nakazał mu, by nigdy nie dopuszczał lady Eslandy do króla, gdyż obawiał się, że mogłaby mu coś powiedzieć.  

Oklap zmarszczył brwi i wzruszył ramionami. Przecież Fujpluj nie mógł oczekiwać, że będzie towarzyszył królowi w każdej sekundzie dnia. Czasem w końcu trzeba udać się do toalety. 

– Dowiedziałem się od lady Eslandy, że ludzie narzekają na zbyt wysoki podatek ikabogowy – ciągnął Fred. – Podobno krążą plotki, że na północy nie stacjonują żadne wojska! 

– Dyrdymały! – prychnął Fujpluj, chociaż wojsko rzeczywiście nie stacjonowało na północy, a ludzie faktycznie narzekali na ikabogowe. 

Właśnie dlatego Fujpluj odwołał Dzień Petycji. W żadnym razie nie chciał, aby do króla dotarło, że traci popularność. Fred mógłby wbić sobie do głupiej głowy, że trzeba obniżyć podatki, albo co gorsza, wysłałby ludzi, aby zbadali kwestię rzekomo stacjonujących na północy wojsk. 

– Naturalnie, czasami dwa regimenty się wymieniają. – Fujpluj doszedł do wniosku, że będzie musiał ulokować garstkę żołnierzy nieopodal bagien, żeby ciekawscy przestali zadawać pytania. – Pewnie jakiś niemądry Błotniak zobaczył odjeżdżający regiment i uznał, że wojska już tam nie ma… A może potroimy ikabogowe, najjaśniejszy panie? – zaproponował, bo uznał, że w ten sposób utrze nosa marudom. – Koniec końców, potwór zdołał wczoraj w nocy przedrzeć się przez linie obrony! Dzięki wyższemu podatkowi nie będzie nam groził niedostatek ludzi na granicach Błot i wszyscy się ucieszą. 

– Tak – zgodził się król niepewnie. – To ma sens. No bo skoro potwór potrafi jednej nocy zabić czworo ludzi i kury… 

W tym momencie do jadalni wszedł lokaj Wrzodak i kłaniając się nisko, wyszeptał Fujplujowi na ucho, że przybył szpieg z ważnymi wieściami z Baleronburga. 

– Niestety, muszę teraz zostawić waszą wysokość – oświadczył Fujpluj gładko. – To nic takiego, chodzi o błahostkę w związku z… moim koniem. 

Tłumaczenie Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz